8 miesięcy temu
czwartek, 14 kwietnia 2016
The purpose of modern political movements
What is the purpose of modern political movements. No, what IS a modern political movement? (MPM) I wonder what happened to the times where political movement meant business. Like when there was a political movement SO DANGEROUS that it would threaten the stability of a system. I fail too see a political movement of this power. Because what, communism? Like for real? What is radical about communism to current youth? Current youth doesn't give a fuck about communism. So what constitutes a modern political movement? It must be completly grassroots that's for sure.
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
sobota, 23 marca 2013
ślepa uliczka genotypu
Niedługo może zmienię komputer więc archiwizuję cały szit i znalazłem takie coś:
Tory kolejowe na odludziu. Jest nas trzech. Oprócz mnie mężczyzna i kobieta. Znam was ale nie wiem kim jesteście. (Tymczasem dorosły który wygląda jak dziecko zaczyna udawać dziecko i bawi się z innymi dziećmi.) Czekamy na pociąg który mamy obrabować. Obok jest sklep. Wchodzimy do niego. Sięgam po puszke napoju gazowanego (Kim jest ten trzeci człowiek? Widzę go tylko kątem oka ale wiem że jest tutaj. Kim on jest?) Puszka kosztuje 5 zł. Sprzedawca bierze pieniądze, uśmiecha się i kładzie przede mna na ladzie sztuczne wąsy mówiąc że mogą być moje za jedyną zlotówkę. Odmawiam. Kobieta staje obok mnie i mówi żebym kupił je dla niej. Śmieję się i dorzucam złotówkę. Daję jej wąsy mówiąc "no to przebranie mamy z głowy" i razem ze sprzedawcą wybuchamy śmiechem ale kobieta się nie śmieje, jest zła. Zapada milczenie. Wychodzimy. (Ani razu nie widzę twarzy drugiego mężczyzny chociaż cały czas jest tuż obok mnie.) Jakiś człowiek wbiega do budynku szpitala. Zachowuje się irracjonalnie, miota się, rzuca na personel, krzyczy i śmieje się histerycznie. Pojawia się ochroniarz, chwyta go i zaczyna prowadzić w stronę wyjścia. Teraz mężczyzna jest przerażony. Krzyczy że jeśli minie drzwi wszystko się skończy. Krzyczy: "ogromne liczby (wielkie liczby? duże liczby?) chcą zniszczyć (zniszczą?) świat (nas?)" i po chwili mija drzwi. W tym momencie szpital imploduje a ja biegnę ulicą Kościuszki w Sopocie na dworzec bo za chwilę przyjedzie ten pociąg który mamy obrabować. Jest ciemno, zaczyna padać deszcz i nagle przypominam sobie że Obama jest prezydentem USA. Na dworcu zegar wskazuje 13:05. Pociąg (tym pociągiem jedzie moja matka) będzie o 13:15. Jesteśmy w pociągu i wiercimy dziurę do głównego przedziału bagażowego. W środku jest nas wielu. Patrzymy na siebie. Strach i dezorientacja.
I jeszcze to:
Pierwsze co pamiętam to widok z pociągu (SKM w kierunku Gdańska). Widze trzy kobiety na jakims dziwacznym latajacym pojezdzie. Lataja jak szalone, tuz nad domami, w lewo, prawo. W koncu laduja i ja juz tam stoje i czekam na nie razem z kilkoma osobami jeszcze. Z trzech kobiet jedna, to ona jest wlascicielka latajacej maszyny, idzie z nami. Nie potrafie powiedziec czy jest "ładna" ale mi sie bardzo podoba. Jest chyba podobna do mojej byłej dziewczyny. Blondynka z dlugimi wlosami. Idziemy przez okropnie dziadowskie, brudne, zdezelowane wesołe miasteczko. Na koncu stoi mała budka ktora wyglada jak szalet. Podchodze do niej i widze ze budka nie sluzy jako toaleta tylko jest jakas przenosna budka do masturbacji. Odchodze zdegustowany, wlasciciel wesolego miasteczka łypie na mnie okiem i usmiecha sie wstretnie. Za wesolym miasteczkiem jest labirynt stalowych ramp. Wchodzimy na niego. Odwracam sie i widze jedna z kobiet ktora latała na tej maszynie. Klęczy i modli się. Nagle zerka na mnie i cos mowi ale ja nie wiem co. Ruszamy labiryntem. Kobieta, ktora pilotowala maszyne ma ze soba przenosne urzadzenie do latania o slabej mocy. Lata nam nad glowami. Nagle spada i stacza sie ze schodow. Podbiegam do niej i chociaz wcale nie moge jej dojrzec na ziemi pytam czy wszystko ok. Mowie cos do pustego miejsca gdzie powinna lezec i slysze jakąś odpowiedz ale po chwili ona i tak przychodzi z zupelnie innego miejsca. Nic jej nie jest. Trafiamy do biblioteki i tu bedziemy nocowac. Rano budze sie jako jeden z pierwszych. Robie jednak halas przegladajac ksiazki (nic mnie nie interesuje) i budzi sie reszta ekipy. Nie wiem ilu nas jest i nie wiem co u diabla tu robimy. Dostaje jakas liste na ktorej musze wpisac co bede robil podczas "uroczystosci". Chce wpisac swoje nazwisko przy "dodatkowa osoba bez konkretnie przydzielonej czynnosci" ale jakas dziewczyna mi zakazuje bo potem moze sie okazac ze nie bedzie komu robic tych przydzielonych czynnosci, moze byc nas za malo. Lista krazy, ludzie wpisuja sie. Dziewczyna z blond wlosami gra na giatrze, ja slucham. Potem jest juz "uroczystosc". Ma miejsce na placu pod moim domem. Zbieraja sie mlodzi ludzie, beda różne pokazy, spiewy, to jakas arystokratyczna impreza. Pije drogi alkohol za zdrowie jakiegos dzieciaka co to jak sie dowiaduje od ojca czy wujka wlasnie stanie sie mezczyzna. I nagle horror. W jednym z autobusow sluzby porzadkowe zaczynaja strzelac, ginie mnostwo dzieci. Jakis lekarz wydlubuje dziecku oczy. Przez chwile chce go powstrzymac ale rezygnuje. Tymczasem "uroczystosc" trwa dalej. Pokazy, spiewy, krew plynie ulica. I nagle wszystko jest dla mnie jasne. Blondynka jest złą agentka tego dzieciaka ktorego zdrowie pilem. To on to wszystko ukartował. Uzyli mnie. W glowie mam kleszcza, ktory sprawia ze moje myslenie jest przytepione. Jakis czlowiek (czy moze ten ktory kazał mi sie napić? chyba ten) morduje pod naszym garażem młodego chlopaka. Sa tam tez dwie kobiety z powiesci Littela, obstwa tego starego przemyslowca. One tez zostana zamordowane. Ten dzieciak, arystokrata smieje sie, wszystko mu sie udało, ja biegam jak oszalały, kleszcz wpija się w moją głowę.
No i proszę bardzo. To chyba sny moje. Powieść Littela to na 100% "Łaskawe".
Tory kolejowe na odludziu. Jest nas trzech. Oprócz mnie mężczyzna i kobieta. Znam was ale nie wiem kim jesteście. (Tymczasem dorosły który wygląda jak dziecko zaczyna udawać dziecko i bawi się z innymi dziećmi.) Czekamy na pociąg który mamy obrabować. Obok jest sklep. Wchodzimy do niego. Sięgam po puszke napoju gazowanego (Kim jest ten trzeci człowiek? Widzę go tylko kątem oka ale wiem że jest tutaj. Kim on jest?) Puszka kosztuje 5 zł. Sprzedawca bierze pieniądze, uśmiecha się i kładzie przede mna na ladzie sztuczne wąsy mówiąc że mogą być moje za jedyną zlotówkę. Odmawiam. Kobieta staje obok mnie i mówi żebym kupił je dla niej. Śmieję się i dorzucam złotówkę. Daję jej wąsy mówiąc "no to przebranie mamy z głowy" i razem ze sprzedawcą wybuchamy śmiechem ale kobieta się nie śmieje, jest zła. Zapada milczenie. Wychodzimy. (Ani razu nie widzę twarzy drugiego mężczyzny chociaż cały czas jest tuż obok mnie.) Jakiś człowiek wbiega do budynku szpitala. Zachowuje się irracjonalnie, miota się, rzuca na personel, krzyczy i śmieje się histerycznie. Pojawia się ochroniarz, chwyta go i zaczyna prowadzić w stronę wyjścia. Teraz mężczyzna jest przerażony. Krzyczy że jeśli minie drzwi wszystko się skończy. Krzyczy: "ogromne liczby (wielkie liczby? duże liczby?) chcą zniszczyć (zniszczą?) świat (nas?)" i po chwili mija drzwi. W tym momencie szpital imploduje a ja biegnę ulicą Kościuszki w Sopocie na dworzec bo za chwilę przyjedzie ten pociąg który mamy obrabować. Jest ciemno, zaczyna padać deszcz i nagle przypominam sobie że Obama jest prezydentem USA. Na dworcu zegar wskazuje 13:05. Pociąg (tym pociągiem jedzie moja matka) będzie o 13:15. Jesteśmy w pociągu i wiercimy dziurę do głównego przedziału bagażowego. W środku jest nas wielu. Patrzymy na siebie. Strach i dezorientacja.
I jeszcze to:
Pierwsze co pamiętam to widok z pociągu (SKM w kierunku Gdańska). Widze trzy kobiety na jakims dziwacznym latajacym pojezdzie. Lataja jak szalone, tuz nad domami, w lewo, prawo. W koncu laduja i ja juz tam stoje i czekam na nie razem z kilkoma osobami jeszcze. Z trzech kobiet jedna, to ona jest wlascicielka latajacej maszyny, idzie z nami. Nie potrafie powiedziec czy jest "ładna" ale mi sie bardzo podoba. Jest chyba podobna do mojej byłej dziewczyny. Blondynka z dlugimi wlosami. Idziemy przez okropnie dziadowskie, brudne, zdezelowane wesołe miasteczko. Na koncu stoi mała budka ktora wyglada jak szalet. Podchodze do niej i widze ze budka nie sluzy jako toaleta tylko jest jakas przenosna budka do masturbacji. Odchodze zdegustowany, wlasciciel wesolego miasteczka łypie na mnie okiem i usmiecha sie wstretnie. Za wesolym miasteczkiem jest labirynt stalowych ramp. Wchodzimy na niego. Odwracam sie i widze jedna z kobiet ktora latała na tej maszynie. Klęczy i modli się. Nagle zerka na mnie i cos mowi ale ja nie wiem co. Ruszamy labiryntem. Kobieta, ktora pilotowala maszyne ma ze soba przenosne urzadzenie do latania o slabej mocy. Lata nam nad glowami. Nagle spada i stacza sie ze schodow. Podbiegam do niej i chociaz wcale nie moge jej dojrzec na ziemi pytam czy wszystko ok. Mowie cos do pustego miejsca gdzie powinna lezec i slysze jakąś odpowiedz ale po chwili ona i tak przychodzi z zupelnie innego miejsca. Nic jej nie jest. Trafiamy do biblioteki i tu bedziemy nocowac. Rano budze sie jako jeden z pierwszych. Robie jednak halas przegladajac ksiazki (nic mnie nie interesuje) i budzi sie reszta ekipy. Nie wiem ilu nas jest i nie wiem co u diabla tu robimy. Dostaje jakas liste na ktorej musze wpisac co bede robil podczas "uroczystosci". Chce wpisac swoje nazwisko przy "dodatkowa osoba bez konkretnie przydzielonej czynnosci" ale jakas dziewczyna mi zakazuje bo potem moze sie okazac ze nie bedzie komu robic tych przydzielonych czynnosci, moze byc nas za malo. Lista krazy, ludzie wpisuja sie. Dziewczyna z blond wlosami gra na giatrze, ja slucham. Potem jest juz "uroczystosc". Ma miejsce na placu pod moim domem. Zbieraja sie mlodzi ludzie, beda różne pokazy, spiewy, to jakas arystokratyczna impreza. Pije drogi alkohol za zdrowie jakiegos dzieciaka co to jak sie dowiaduje od ojca czy wujka wlasnie stanie sie mezczyzna. I nagle horror. W jednym z autobusow sluzby porzadkowe zaczynaja strzelac, ginie mnostwo dzieci. Jakis lekarz wydlubuje dziecku oczy. Przez chwile chce go powstrzymac ale rezygnuje. Tymczasem "uroczystosc" trwa dalej. Pokazy, spiewy, krew plynie ulica. I nagle wszystko jest dla mnie jasne. Blondynka jest złą agentka tego dzieciaka ktorego zdrowie pilem. To on to wszystko ukartował. Uzyli mnie. W glowie mam kleszcza, ktory sprawia ze moje myslenie jest przytepione. Jakis czlowiek (czy moze ten ktory kazał mi sie napić? chyba ten) morduje pod naszym garażem młodego chlopaka. Sa tam tez dwie kobiety z powiesci Littela, obstwa tego starego przemyslowca. One tez zostana zamordowane. Ten dzieciak, arystokrata smieje sie, wszystko mu sie udało, ja biegam jak oszalały, kleszcz wpija się w moją głowę.
No i proszę bardzo. To chyba sny moje. Powieść Littela to na 100% "Łaskawe".
niedziela, 10 lutego 2013
***
Nie można już
Uciekać szybciej
Wyrywać się bardziej
Głośniej wzywać pomocy
I tak nikt nie goni
Nie łapie
Nie krzywdzi nas
Nikt
Tajna policja
Nie spisuje zeznań
Zeznajesz i tak
Zeznawaj
Szukaj sądu
Każdą piwnicę sprawdź
Twych zmyślonych win
Nikt nigdy nie wybaczy
Umieramy
My umieramy
Zwyczajnie
Uciekać szybciej
Wyrywać się bardziej
Głośniej wzywać pomocy
I tak nikt nie goni
Nie łapie
Nie krzywdzi nas
Nikt
Tajna policja
Nie spisuje zeznań
Zeznajesz i tak
Zeznawaj
Szukaj sądu
Każdą piwnicę sprawdź
Twych zmyślonych win
Nikt nigdy nie wybaczy
Umieramy
My umieramy
Zwyczajnie
niedziela, 3 lutego 2013
Right now is the saddest I've ever been (until now)
Right now is the saddest I've ever been,
(until now)
Sad, sad, sadder than sad,
I'm sadder with each passing moment,
I'm much sadder now than a second ago,
And sadly even sadder now still.
I look back at life twenty seconds ago,
When first I sang of my sorrow,
Twas a happier time,
Than I'm living through now,
Which is bliss compared with what's to follow.
Sad, sad, sadder than sad,
I'm sadder with each passing moment,
I'm much sadder now than a second ago,
And sadly even sadder now still.
Once my heart was filled with gloom and despair,
But those carefree days are over,
A bottomless pit
Of black hopeless dread,
Oh but that's when I was in the clover.
Sad, sad, sadder than sad,
I'm sadder with each passing moment,
I'm much sadder now than a second ago,
And sadly even sadder now still.
I'm sad, sad, sad.
https://www.youtube.com/watch?v=gtabHAAnZJM
nic nie piszę bo nic nie mam do powiedzenia.
sobota, 27 października 2012
właśnie miałem sen
Pewien człowiek zmarł nagle podczas gdy rozmyślał o życiu. [we śnie ten fragment uznałem za fantastyczny, teraz trochę jakby mniej mi się podoba] Wprawdzie rodzina i znajomi odkrywszy ciało bardzo rozpaczali, ale po prawdzie zmarły miał dużo szczęścia. Wyobraźmy sobie co by się stało gdyby zamiast umrzeć żył dalej. Kolejne miesiące, lata, milenia... W końcu byśmy sukinsyna żywcem zakopali i niech tam sobie leży pod ziemią z dala od nas.
(oprócz tego śnił mi się pająk, który umiał otwierać drzwi)
(oprócz tego śnił mi się pająk, który umiał otwierać drzwi)
sobota, 12 maja 2012
może oprócz szerszeni
Nic nie jest chyba tak przerażające jak myśl, że to wszystko dzieje się naprawdę. I że rzeczywiście tak, że istnieje jakaś faktyczna Prawda i właśnie jesteśmy w niej beznadziejnie zakleszczeni. Dopóki jestem wolny by teoretyzować na każdy temat i relatywizować każde zjawisko jest jakaś szansa na utrzymanie strachu w odpowiednich łańcuchach. Będzie się wprawdzie rzucał i wył zagłuszając czasem cały świat, ale kto wie, może wytrzymają. Tak, bo może wcale nic się nie dzieje, niczego nie ma, nigdy nie było i nigdy nie będzie. Nie lepiej tak? Lepiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)