Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadanie do siebie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadanie do siebie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2012

może oprócz szerszeni

Nic nie jest chyba tak przerażające jak myśl, że to wszystko dzieje się naprawdę. I że rzeczywiście tak, że istnieje jakaś faktyczna Prawda i właśnie jesteśmy w niej beznadziejnie zakleszczeni. Dopóki jestem wolny by teoretyzować na każdy temat i relatywizować każde zjawisko jest jakaś szansa na utrzymanie strachu w odpowiednich łańcuchach. Będzie się wprawdzie rzucał i wył zagłuszając czasem cały świat, ale kto wie, może wytrzymają. Tak, bo może wcale nic się nie dzieje, niczego nie ma, nigdy nie było i nigdy nie będzie. Nie lepiej tak? Lepiej.

czwartek, 3 listopada 2011

Popieram

http://www.piotrskarga.pl/ps,8165,2,0,1,I,informacje.html

GO FOR IT

edit: albo nie, nie popieram. 100%! Tylko 100%!!

21.12.2012

i na litość boską wynieście już ten krzyż z sejmu bo to żenujące się już robi

niedziela, 30 października 2011

Depressive realism

http://en.wikipedia.org/wiki/Depressive_realism

W gruncie rzeczy zawsze tak uważałem. Problem więc sprowadza się do narzucenia sobie odpowiednich urojeń. Tylko czy w ogóle należy to robić z etycznego i rzecz jasna ontologicznego punktu widzenia? Bycie "szczęśliwym" jest etycznie co najmniej podejrzane, a poznawczo wciskanie się w urojenia to wszak całkowite przeciwieństwo poszukiwania "prawdy" o rzeczywistości. Hm?

czwartek, 28 kwietnia 2011

welcome to the unholy city

in some form or another everyone must pay a visit to the uholy city
there is simply no avoid it since everything has been designed to lead you to this place

any road may present a detour that unexpectedly sends you on your way into the great barren landscape where only a sliver of horizon wavers in the empty distance
and no road signs exist to hint at your destination

any hospital may be equipped with the special elevator where someone wheels you inside and then quickly abandones you
as the doors clamp tightly closed you finally notice that there are no buttons to push
no controls of any kind
this is when the elevator begins to move
dipping and twisting like a carnival ride
taking you toward the unholy city

after enduring such episodes, or others of a smiliar sort you may only wake up screaming
vowing to never again close your eyes in sleep
or you may fall into a fever that no thermometer is able to indicate and from which there is no recovery

in more extreme cases you begin to glimpse a blackness like none you have ever seen
and wonder for a time whether this blackness is inside your head or outside
which makes no difference once it begins to compose the outline of the unholy city you're about to enter

Skończyłem wreszcie "Conspiracy against the human race".

W zasadzie na tym mógłbym zamknąć swoją przygodę z filozofią. Chyba tak zrobię. Trochę mi szkoda, ale rzecz zwyczajnie nie jest warta wysiłku. Postanowione więc.

A ten utwór Phallus Dei jest fantastyczny. Śpiewa gościnnie John Walker, nie wiem czy to ten John Walker ale innego co by pasował nie znajduję.

wtorek, 19 kwietnia 2011

calm sadness of the inevitable

Marge Simpson: Don't you have any follow-through on anything?

Homer Simpson: What's the point? We're all slowly dying.

(The Simpsons, s.18, ep.3)

Kiedyś pamiętam zapaliłem jointa, włączyłem sobie Simpsonów i pomyślałem żeby spróbować pooglądać ich na poważnie, udawać, że to wszystko jest całkowicie serio i po prostu przestawia perypetie jakiejś rodziny. Więc oglądam i Homer jedzie samochodem na uczelnie, bo się okazało, że musi skończyć studia bo go z pracy wyrzucą. I mówi: "o rany idę na studia, szkoda, że mój ojciec tego nie dożył" a w tym momencie z tylnego siedzenie zrywa się Abe Simpson (ojciec Homera) i krzyczy "hej!" na co Homer "Jak długo tam siedzisz?" a Abe smutnym głosem "Trzy dni".

ło... a więc ten stary człowiek dostał się jakoś do samochodu swego syna i przez trzy dni go nie opuszczał? Co on tam robił? Co jadł? Co pił? Gdzie załatwiał swoje potrzeby? Trzy dni to sporo czasu. Nocami spał skulony na tylnym fotelu samochodu w zimnym garażu? To jest chyba jakaś oznaka bardzo poważnej demencji starczej. Gdyby Homer nie wywołał jego reakcji kto wie jak długo jeszcze tkwiłby w tym dziwacznym schronieniu? Pewnie w końcu by tam umarł. Co za koszmar. :|

piątek, 15 kwietnia 2011

everything is better when you do it psychedelic-style


Toothpaste For Dinner to kolejny mój ulubiony komiks internetowy. Matko jak mi się strasznie nic nie chce.

A i jeszcze jedno - psychedelic ballet. Balet to w pewnym sensie całkowicie martwa sztuka. Ale właściwie czemu? I czy musi tak być?

Psychedeliczny balet.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Koniec.


Dobra, dosyć tego. Rzuciłem palenie. W tej chwili. Tydzień-dwa się pomęczę i z głowy. Nie będę już wyglądał cool wprawdzie, ale może chociaż lepiej się poczuję i będę mógł na trzecie piętro wejść normalnie.

środa, 6 kwietnia 2011

najokrutniejszy miesiąc to kwiecień

Dzisiaj m.in. śniło mi się, że rozmawiam z koleżanką ze studiów. Przez całe studia chciałem się z nią umówić, ale rzecz jasna nigdy się nie zebrałem na odwagę i udawałem, że wcale nie mam ochoty się z nią umawiać i w ogóle przecież whatever. Więc dzisiaj mi się śniło, że się spytałem czy by nie chciała umówić się ze mną. Powiedziała "Nie."

:|

czwartek, 31 marca 2011

what a relief


"Pictures For Sad Children" to najlepszy komiks internetowy ever. A to mój ulubiony odcinek. Hmm. Tak.

czwartek, 16 września 2010

woah

Good news everyone!

Godspeed You! Black Emperor rusza w trasę :O

O Polskę nie zahaczą, ale i tak... Bo w sumie to nadal mimo wielu lat i wielu albumów przesłuchanych uważam "Lift your skinny fists" za być może najlepszą płytę ever. Na pewno najlepszą w kategorii "post-rock".

PS: ostatnio zaś mym ulubionym zespołem jest "Woods".

niedziela, 12 września 2010

Gadanie do siebie

Psychoterapeuta poradził mi pisać więc piszę. Zasadniczo mam teraz jeszcze urlop od psychoterapii, bo najwyraźniej psychologowie mają ponad miesiąc wolnego w roku, nieźle.

Kwestią nad którą zastanawiałem się szczególnie ostatnio to standardowo etyczna strona posiadania potomstwa. Cały czas waham się czy rozpocząć projekt anty-natalistyczny i z jednej strony jestem całkowicie przekonany o swojej racji (rozmnażanie się jest bardzo poważnym wykroczeniem etycznym, być może poważniejszym nawet od morderstwa) a z drugiej martwi mnie myśl, że mógłbym kogoś takimi poglądami skrzywdzić, no i co jeśli ktoś faktycznie stwierdzi że mam rację. Druga sprawa, powiązana istotnie z pierwszą, to moja własna sytuacja. Z pewnych względów można przyjąć, że moja sytuacja psychiczna jest niestandardowa (dysfunkcyjna). I tak też zresztą myślałem o tym do niedawna. Do niedawna bo ostatnio spróbowałem spojrzeć na swoją sytuację z pewnego dystansu. Obecnie mam już 27 lat, jest to okres w którym teoretycznie powinienem porządkować swoje życie, żenić się i rozmnażać - to jest NATURALNA kolej rzeczy. Tymczasem słowa nie oddadzą przerażenia jakie mnie ogarnia na myśl, że mógłbym być "ojciem". I jestem bardzo daleki od myśli, że ten pogląd wynika z "dysfunkcji" mentalnej. A zatem to co uznawałem zawsze za "przekleństwo" jest w rzeczywistości BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM. Jakkolwiek wiele mam na sumieniu jestem wolny od tego najpoważniejszego "grzechu" jakim jest rozmnażanie. I tak już zostanie, tego przynajmnej jestem pewien. Jak tylko dam radę finansowo dokonam wazektomii, mimo świadomości, że wiąże się to z efektami ubocznymi. A zetem psychiczna dysfunkcja czy nie koniec końców wszystko układa się znacznie lepiej niż gdybym był "normalny". Serio, gdybym w tym momencie miał dzieci to dopiero miałbym POWAŻNY problem i mogłoby to się skończyć POWAŻNĄ tragedią. Myślę, że mógłbym zabić swoje dziecko.

Czyli wszystko jest w porządku. Mniej więcej.