wtorek, 12 grudnia 2017

Wyłup

"Wyłup"

Nie wstrząsnęło mną za bardzo gdy zaczęli wyłupiać oczy. Jasne, martwiłem się ale nie tak bardzo. To były sporadyczne nadużycia. Pojedyncze przypadki. Tu kogoś oślepili, tam kogoś oślepili. Jedno oko mniej, dziesięć, to nadal niewielkie liczby. Przyjąłem to do wiadomości. A jednak jakoś nieswojo. Nadepnąłem niedawno na gałkę oczną leżącą na ulicy. Tak po prostu. Musiałem coś krzyknąć bo ludzie odwrócili się w moją stronę. Podniosłem but. Czyjeś oko było już bardziej po prostu kawałkiem jakiejś okropnej mazi. Wszyscy zatrzymali się na ułamek sekundy i ruszyli dalej. Stałem tak patrząc na to oko i czułem się jakoś nieswój. Potem obudziły mnie wrzaski. Sąsiadowi spod 3A wyłupili oczy. Nawet wtedy do mnie nie dotarło. Zresztą to nie był dobry człowiek. Nigdy z nim nie rozmawiałem.

Parę dni później wybrałem się do pobliskiej piekarni. Stanąłem przy ladzie czekając aż sprzedawca skończy grzebać w lodówce i podejdzie do mnie gdy nagle spokój miejsca naruszył nieoczekiwany hałas. Część zawartości lodówki poleciała na ziemię a sprzedawca odskoczył przestraszony. Podłoga pokryła się pobitym szkłem i napojami gazowanymi.
- Co się stało?
Zapytałem i wtedy sprzedawca odwrócił się w moją stronę. Zamiast oczu miał dwie grudy zaschniętej ropy. Ciekła mu ona po policzkach jak łzy. Wyłupili mu oczy a w rany najwyraźniej zdała się infekcja.
- Kto tu? - Zajęczał. - Pomóż mi.

Uciekłem stamtąd przerażony.

Tymczasem wciąż wyłupiają oczy. Zakradają się nocami do domów z wielkimi nożami. Nic nie mówią. Łapią cię i wyłupiają oczy. Potem odchodzą. Zawsze tak samo. Karetki niechętnie tam jeżdżą. Opatrują cię gdy wrzeszczysz przerażony. Twoja żona wezwała pomoc chociaż wahała się przez chwilę. Ale wezwała. Pomagają ci. Dezynfekują rany. Ból jest tak wielki. Robią to już rutynowo. W większych miastach dziennie po kilka przypadków. Zabierają cię karetką do najbliższego oddziału dla wyłupków. Tam dalej grzebią ci w oczach. Nikt się specjalnie nie przejmuje. Rutyna. Byle szybko bo pozostałe problemy medyczne nie tylko nie zniknęły ale jest ich o wiele, wiele więcej.

Wszystko zaczyna się sypać. Na chwilę przejmuje jeszcze władzę wojsko, ale morale w ślepej armii jest rekordowo niskie. Brak specjalistów. Chirurgów szkoli się na 3 dniowych kursach dla lekarzy rodzinnych i ratowników medycznych. Ślepnie internet. Zamierające fora pełne są przerażenia. Ostatnich dokumentów sprzed Wyłupu.

@AnnaZawiejka97

"Moja matka i ojciec to wyłupki. Ja mam 15 lat i nikt mi nie pomaga. Nikt. Nie dostaję ani grosza od państwa. Nikt do mnie nie przyszedł, nikt się nie spytał nic. Kazali mi zabrać rodziców ze szpitala. Razem z nami jest 5 letnia Emilka. Ja, Emilka i dwoje ślepców pogrążonych w rozpaczy. Nie wiem co robić. Nie mamy jedzenia. Oni wariują. Zamykam ich w pokoju, boję się. Nikt nie przyszedł. Kazali zabrać. Tak bardzo się boję."

Ostatni wpis na Facebooku. Ciało znaleziono po dwóch miesiącach. W pokoju obok ciała kobiety i mężczyzny w średnim wieku oraz dziecka. Na ciele dziecka liczne rany szarpane. W żołądkach kobiety i mężczyzny ludzkie mięso

Wykop.pl @AnonimoweMirkoWyznania

"Zamordowałem swoją żonę. Gdy wyłupili jej oczy nie wezwałem nikogo. Widziałem, że się wykrwawia. Przysięgam wam, że potem była spokojna i dziękowała mi. Gdy zobaczyłem jak umiera uśmiechnięta wiedziałem, że zrobiłem właściwie. Powiedziałem im potem, że spałem w drugim pokoju. O nic właściwie więcej nie pytali. To już chyba dla nich też rutyna. Nie oceniają. Zabrali ciało do kremacji. Uśmiechała się, przysięgam."

+278

wiecej komentarzy (209)

@babubab wszystko będzie dobrze mirku +190
@voltrok rozumiemy +23
...
@arste jebany morderca -98

Państwo straciło kontrolę. Światowa gospodarka załamała się. Ludzie najpierw masowo wylegli na ulicę w orgii zniszczenia i grabieży a potem wszyscy pochowali się w najgłębszych piwnicach pozostawiając za sobą spalonych żywcem, zatłuczonych młotkiem, z dziećmi na powykrzywianych od otwartych złamań rękach. Wpełzliśmy w swoje małe twierdze przerażeni modląc się czasami by wreszcie przyszli wyłupić oczy i nam byśmy nie musieli pamiętać tego co robiliśmy w chwilach wielkiej grozy.

Obudziłem się głodny jak nigdy wcześniej w życiu. Dawno już przeżarłem to co udało mi się zdobyć podczas ostatniego, szaleńczego wyjścia na miasto. Siedziałem teraz na łóżku. Nie myłem się od trzech miesięcy. To już trzy miesiące odkąd wszystko padło nagle w dychawicznym spazmie. Gaz, prąd, radio, internet, smartfon. Wszystko zniknęło w czarnej dziurze. Na pewno nie zdarzyło się to wszystko faktycznie w jednej chwili ale teraz, po kilku miesiącach jakoś tak to pamiętam. Jako taki nagły wdech Boga zabierający ze świata całe poczucie bezpieczeństwa i racjonalne myślenie. Gdy rzuciliśmy się na miasto, gdy umierali tamci ludzie o ciałach zadeptanych naszymi butami - wtedy nie było już powrotu. Moment zero. Społeczne katharsis.

A potem trauma. Trwale niszcząca umysły trauma. Gdy po jakimś czasie ocknąłem się ze stuporu w jaki zazwyczaj wpada się po uczestnictwie w rzezi nie działało już zupełnie nic.

Przez pierwszy tydzień słyszałem nieustanny płacz niemowlaka z mieszkania obok. Synek Klaudii i Michała spod 3B. Kiedy ostatni raz ich widziałem Michał prowadził ślepą Klaudię do domu. Powiedziałem "cześć" i schowałem się. To było jakiś rok temu. A teraz ich synek wyje za ścianą. Wyje już cały tydzień. Kiedy wycie się kończy cisza jest największym szczęściem którego doświadczyłem w życiu. Płaczę całą noc. I kilka następnych.

Kolejne tygodnie były bardzo ciche.

Z błogosławionego otępienia anhedonii wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Głośny, szorstki, bolesny wręcz hałas. Potem nastąpiło walenie w drzwi i wreszcie krzyki:
- Hej! Wiem, że tam jesteś, odezwij się!

Zamarłem. Grawitujący do ziemi zwisający z nosa gil zatrzymał się nagle. To stary Wąsicki. O kurwa. Stary Wąsicki z parteru, przeklęty dziad jeszcze żyje.
- Porozmawiajmy! Jak sąsiedzi! Znasz mnie przecież. Słuchaj! Nie wiem jak ty ale ja zaczynam mieć problem z jedzeniem. Nie wiem, może masz jeszcze ale i tak ci się skończy. Nie wyszedłbyś ze mną na miasto? Razem będzie bezpieczniej...

Mówił i mówił a ja siedziałem skulony pod ścianą modląc się by sobie poszedł. By zamiast niego przyszli wyłupić mi oczy. I przy okazji mogą też przekłuć bębenki w uszach.

- Otwieraj kurwa te drzwi! - Grad uderzeń, dzwonek dzwoni nieprzerwanie - Otwieraj kurwa! Wiem, że jesteś widziałem jak wbiegasz do klatki a nie widziałem żebyś wychodził! Obserwuję klatkę cały czas! Cały czas kurwa! Człowieku oni mnie zajebią! Ja chodzę o lasce kurwa! Mam 89 lat! Pomóż mi! Ja też mogę ci pomóc! Zapłacę ci kurwa! Nie jadłem od trzech dni!

Siedzę. Gil zwisa. Oczy szeroko otwarte. Milczę. Starzec wali jeszcze trochę w drzwi i odchodzi. Po jakimś czasie słyszę jak uderza w drzwi gdzieś na wyższym piętrze. Po chwili ktoś wpuszcza go do mieszkania.

Powraca cisza.

Pewnego dnia ulicą przeszła procesja. Oglądałem ją z okna. Byłem już wtedy na wpół oszalały z zalewu grozy, ale to co zobaczyłem pokazało, że wszystko co najgorsze dopiero przede mną. Najpierw szły wyłupki. Zawodzące, przerażone istoty. Świat wokół nich zmienił się w chaotyczną orgię śmierci. Ich ciała są połamane, ich twarze nie są twarzami ludzi. To nie są ludzie. Na pozór bezładnie miotają na około rękoma, obwąchują, macają, warczą na siebie i gryzą. Jest w tym jednak coś niewidzialnego. Coś sterującego tą na pozór chaotyczną masą bezmyślnego mięsa. Jest ciemno i nie dostrzegam dobrze twarzy ludzi idących potem. Wyglądają normalnie. Uśmiechają się. Mają broń. To pasterze.

Pół roku. Udało mi się przeżyć pół roku w zamknięciu we własnym mieszkaniu. Z okna widziałem dość by preferować własne cztery kąty. Dość by oszaleć. Nie dość by się zabić. I kto wie, może przeżyłbym znacznie dłużej gdyby nie przyszli wyłupić mi oczu.

Spałem gdy przyszli. Zerwałem się nagle z podłogi tylko po to by jednym z oczu nadziać się na nóż. Drugim okiem zdążyłem jeszcze zobaczyć czyjeś dłonie i skrytą w ciemnościach sylwetkę. Potem nie było już oczu.

To nie była ciemność. Ja widziałem.

Zobaczyłem. Zobaczyłem Nicość. Samą Nicość. Nigdy już nie miało być nic oprócz Nicości. Z nicością nie ma kompromisu.

Kolejne dni były ciężkie. Musiałem dużo wrzeszczeć, dużo wyć z bólu i rozpaczy. I głodu, pragnienia. Musiałem dużo krzyczeć, bo gdy przyszli nie mogłem wydusić ani słowa. Nie rozumiałem co się dzieje dookoła mnie. W malignie gorączki słyszałem głosy. Dźwięk był teraz moim jedynym towarzyszem. Nie wiedziałem czy jest noc czy dzień, co się dzieje, słyszałem uderzenia. Ktoś bardzo długo wyważał drzwi. Wreszcie dostał się do środka. Słyszałem kroki. Podłoga skrzypiała. I glosy. Jeden z nich rozpoznałem. Był to głos starego Wąsickiego. Człowieka, któremu nie otworzyłem drzwi.
- Jest. Tu leży.
Kolejne kroki i inny głos.
- Jebie skurwiel jak gówno. Jesteś pewien, że to nie gówno?
Znowu Wąsicki.
- Żadnego gówno. To ten spod szóstki. Siedzi tu już ponad pół roku zasraniec. W swoich szczynach.. Będzie trzeba umyć.
Potem kroki. Zapach inny. W ogóle jakiś zapach.
- Dobra jest dziadu. Dobrze jest. Grunt, że żywy. No i młody jeszcze. Zrobimy z niego człowieka.
Śmiech, dużo śmiechu. Dalej pamiętam tylko ten śmiech. Śmiech z nicości.

Nie wiedziałem gdzie mnie umieścili. Przez wiele dni nie słyszałem ludzkiego głosu. Tylko wrzaski bezrozumnych ludzkich zwierząt. Zwierzęta te wszystkie żyły stłoczone w ciemnościach. Ich "ludzkość" została zredukowana do insytunktownych reakcji. Obóz koncentracyjny Pawłowa. Gdy pewien hałas wtedy jedzenie. Istoty z którymi zamknięto mnie w ciemnościach. W smrodzie. W gnijących nagich ciałach ślepców.

Nie do końca wiem jak przeżyłem pierwsze pół roku. Wrzucili mnie tam i zamknęli drzwi. W panice macałem naokoło i słuchałem. Dotykałem wstrętnych, wychudzonych zwierząt. Słyszałem zwierzęce jęki. Byłem ściśnięty w piekle.

Usłyszałem dźwięk otwieranego włazu. Tak skojarzyłem. Jak zamknięty w bunkrze bez żadnej nadziei ratunku. Nie ma już policji. Gazet. Polityków. Jestem tylko JA i te ciała, ten smród, ta wilgoć, ten głód. W nicości. W kokonie dotyku.

Raz dziennie wrzucali mięso. Tak odrobinę. Dość by część ślepców przetrwała. Gwarantuję wam wszystkim - po miesiącu takiego życia zaczynacie jeść mięso ludzi. W tym piekle doszło do czynów o których nie sposób mówić. Ty tego nie widzisz. Ty tyko dotykasz. Tylko czujesz. Ślepcze.

niedziela, 12 listopada 2017

Możesz kogoś kochać
Tak naprawdę
Miłością ogromną

Kochasz siebie
Tylko siebie
Kochasz siebie lepszego
Kochającego siebie

Coś wisi nad tobą
Jak las ciemny
Za miastem
Gdzie groby

poniedziałek, 6 listopada 2017

#copypastepoetry

* (tak podświadomie)

tak podświadomie
patrzę na słonia
i człowieka
i sobie myślę
że to mnie Bóg
stworzył
na podobieństwo swoje
a nie
słonia

(z forum katolik.pl, ja tylko rozbiłem na wersy tą bezcenną wypowiedź)

copypaste

Poezja copypaste polega na pocięciu na wersy wypowiedzi kogoś innego.

Kontakt

Przed wysłaniem wiadomości zapoznaj się z pomocą
i dobrymi praktykami.

Przeczytałem,

Mimo to
Ciągle
mam
pytanie

#poezja #copypastepoetry

wtorek, 31 października 2017

nowapoezja

Cieszę się chodzę do pracy
Tam zarabiam pieniądze
Gdy wstaję o 6
To właśnie dlatego
Dla niczego innego

Raduje mnie chodzenie do pracy
Tak zarabiam pieniądze
Gdy wychodzę w noc
To właśnie dlatego
Dla niczego innego

I gdy nocą
Przez deszcz
Wiatr tak samo subtelny
Jak ty

Dla nikogo innego
Kochana
Moja

--

Nie zabiłem nikogo
Może siebie
Nikogo innego

To oni mnie zabili

Nie ukradłem nic
Naprawdę wartościowego
Nikomu

To oni mnie okradli

To oni mnie skrzywdzili
Nie ja ich
Ja
Nie krzywdziłem ludzi

Dla mnie niebo
Nie dla nich

Sam w niebie
Nie z wami
W piekle

Sam będę

--

Zapomniałem zjeść

Nie wiem kiedy zapomniałem że muszę jeść
Po prostu zapomniałem
Nie zjadłem raz obiadu
Potem kolacji
Śniadań nie jadłem od lat już

Zapomniałem

Zapomniałem zjeść
Normalna rzecz

Zapomnieć zjeść

Normalna rzecz

--

Trochę się boję biedy
Braku ciepła się boję
Ciepła zwyczajnie fizycznego

Boję się stać na ulicy
Na mrozie
Żebrać o pieniądze

Boję się biedy całkowicie
Boję się biednych ludzi
Boję się ich twarzy
Boję się ich głosu

Boję się potworów
Żyjących

Bez ciepła

--

Obudziłem się skrzywiony.
Kręgosłup skrzywił mi się o 90 stopni.
Byłem jak litera L
Musiałem
Zadzwonić do pracy
Nie przyjdę

Nie przyjdę
Dziś do pracy
Kręgosłup mi się skrzywił
Nie
Nie boli
Naprawdę się skrzywił
Boję się

Nie mogę dziś przyjść do pracy

piątek, 20 października 2017

Tren XX

Odeszli wszyscy
Zakopani

Trawa rośnie na ciałach waszych
Przez siłę odwieczną odebrani
Na waszych ciałach rośnie trawa
Gdzie krowę rankiem wyprowadzam
Nie ma już was
Jest tylko trawa

I ja też upadam
W tę trawę

Zostały tylko słowa
Czytane wciąż
Od nowa

Każdego dnia
Od nowa

Od nowa
Nigdy nie mieszkałem sam
Zawsze mieszkałem z tobą

Zawsze byłaś blisko
W pokoju obok
W łazience

Nigdy nie byłaś
Nieobecna

Zawsze mieszkałaś ze mną

Cokolwiek robiłem
Nigdy nie byłem
Sam
Dobrze jest iść na rzeź
Dobrze jest
Melodyjnie
Naturalnie jest
Iść na rzeź

Dobrze jest
Idziemy na rzeź
Dobrze jest

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Inwazja

"Iwanzja"

Czym byliśmy kiedy przyszli po nas. Nie byliśmy tym czym myśleliśmy, że jesteśmy. Byliśmy czymś innym. I oni byli czymś innym. Czymś innym niż myśleliśmy, że są. I my nie wiedzieliśmy jak odnieść się do nich. Byli czymś zupełnie innym niż się spodziewaliśmy. Byli grozą. Czystą, chaotyczną grozą. Teraz wyobraź sobie, że pijesz rano kawę. Obudziłeś się w swoim żałosnym mieszkanku, prawdopodobnie sam bądź z partnerem do którego czujesz jedynie urazę. I pijesz sobie kawkę myśląc o dniu pracy najbliższym i jak bardzo jesteś zły czy zła, że musisz się obudzić. Musisz. Nie ma "jeszcze pięć minut". I pijesz tą kawę i chce ci się rzygać. Chce ci się wymiotować z obrzydzenia do swojego życia. I nagle w tej przecież zwyczajnej chwili odczuwasz absolutną grozę.

Tym byli.

Czym byliśmy my?

Pierwszy raz trwał dwie minuty. Niewiele pamiętam. W jednej chwili piłem w łóżku kawę opóźniając moment faktycznego przebudzenia. Ziewnąłem i w pewnym momencie moim ciałem wstrząsnął spazm a ja poczułem się jakbym właśnie znienacka stawił czoła jakiejś grozie ostatecznej. Nieuchronność. Totalizm. Grozy. Było to uczucie nie do przezwyciężania. W pewnym sytuacjach człowiek wychodzi cało nawet stawiając czoła pewnym ekstremum. I trwa dalej. My też trwaliśmy. Z początku.

Po dwóch minutach pozbierałem się jakoś i mocno zaniepokojony poszedłem do pracy. Nie powiedziałem nikomu.

Drugi atak trwał dwa dni.

Miliony oszalały.

Wszystko się skończyło.

W jednej chwili po prostu zamarliśmy. Przez dwa dni nikt nie wyszedł do pracy. Nikt nie przesiadywał w internecie. Zamilkły wszystkie rozmowy. Wszystko co trzymaliśmy wypadło nam z rąk. Przejęła nas wielka groza. Stanęliśmy nadzy przed absolutem strachu. Totalność tego zjawiska przygniotła nas w miejscu. Nawet nie płynęły nam łzy.

Potem i tak nie rozmawialiśmy o tym.

Weź świat i podkręć go o dwa dni absolutnej, całkowitej, wszechogarniającej grozy. Ten kto był na krawędzi szaleństwa rzucał się w obłęd. Zbiorowe szaleństwo ogarnęło wszystkich. Mniej lub bardziej. Nie każdy podciął sobie żyły w rozpaczy i strachu. Nie każdy oddał się religii z żarliwością iście Chrystusową. Nie każdy mordował. Większość. Zdecydowana większość.

Dwa dni nieprzerwanej Grozy wystarczyły.

Pierwszym co faktycznie zakłóciło lęk był głód. Gdzieś obok paraliżującego strachu. Bezwładności wobec absolutu. Gdzieś pojawiło się inne uczucie. Fizyczny głód. I pragnienie. Nie piłeś od bardzo dawna. Ciało odczuwa głód. Musisz jeść. Są jeszcze inne imperatywy niż strach.

Jest to okres najbardziej zwierzęcy. Pragnienie przeżycia zredukowane do potrzeby zdobycia pokarmu. Nieważne jak. Jest tylko groza. I pragnienie. I głód.

Przysięgam, że nie zabiłem wtedy nikogo.

Nie dlatego, że nie chciałem. Po prostu nie mogłem. Strach trzymał mnie w miejscu. Wiedziałem, że dzieje się coś bardzo złego. Nikt nie przyszedł. Telefony nie odbierały. Słyszałem płacz. Krzyki. Eksplozje. I nie mogłem się ruszyć. Ze strachu.

Nie zabiłem wtedy nikogo. Nikt nie zabił też mnie. Tak wyszło. Schowałem się. Zamknąłem drzwi. Zasłoniłem okna. Schowałem się w kawalerce na 5 piętrze bloku mieszkalnego. I bardzo się bałem.

Gdy atak się skończył nie przestaliśmy się bać. Zagrożenie stało się jednak realne. Twój sąsiad, mąż, żona, dzieci. Każdy był potencjalnym wrogiem. Naturalnie walczyliśmy z tą myślą. Staraliśmy się tworzyć prymitywne wspólnoty w świecie rozbitym z wszelkich społecznych norm. W świecie bez państw, policji i praw. W świecie gdzie każdy mógł bezkarnie zabić każdego. W świecie nieustannego lęku. Staraliśmy się. Małżeństwa. Rodziny. Sąsiedzi. Dzielnice. Wszystko by przetrwać orgię chaotycznej przemocy jednostek.

Religia. Samobójstwa. Skrajne formy depresji.


Nie to nas zabija
Nie krzywda zadana
Nie krzywda nas zabija
Nie ból

Nie smutek
Nie strata
Nie rozpacz
Nas nie zabija rozpacz

Nie zabija nas samotność
Nie zabija nas
Nie zabija nas lęk

Choroba nas nie zabija
To co nas zabija
Nie jest chorobą

Zabija nas prawo
Zabija nas
Ściska nas

Prawo

Gniecie nas
Wysysa nas
Prawem swoim
Obdziera nas

Prawa
Nienaruszalne
Wieczne

Zabijają nas

sobota, 10 czerwca 2017

My question for askreddit

I was wondering. Do circumstances chcange moral rules. By "moral rules" I mean stuff like "do not kill". It's pretty straightforward rule. Is morality on such an extreme level as death a question of situation?

Question for askreddit



Hi there! Your post was removed because it uses the text box. Per rule 1, use of the text box is prohibited. You can resubmit your post here without the textbox.


I am a bot, and this action was performed automatically. Please contact the moderators of this subreddit if you have any questions or concerns.

czwartek, 25 maja 2017

Wszystko co najlepsze

"Wszystko co najlepsze"

W KFC zamawiam zawsze
Najlepszy shake

Piję tylko
Najlepszego portera

Mam najlepszy dezodorant
Najlepsze suplementy

Najlepsze napoje
Najlepsze mleko

Najlepsze życie
Ciekawe kiedy to się stało
Kiedy przestałem być
Tym kim byłem
A stałem się
Trochę kimś innym

Kiedy to się dzieje

Jak to się dzieje

Jak zmieniasz się
W coś innego
Niż ty

Magma
Płynna
Rtęć
Ziarno zakiełkowało

Rośnie nam

Trwoga

To my do Boga

I biegniemy
Nogi do krwi
Zdzieramy

A Trwoga rośnie za nami

Do Boga
Daleka droga

wtorek, 31 stycznia 2017

Religia

Wrosło
Wżarło
Weszło
Wniknęło
Wkręciło
Wpłynęło
Wstrzyknęło
Wryło

We mnie

stare dziecko

Stare dziecko
Na huśtawce

Bez radości
Skupione
Wstyd

czwartek, 26 stycznia 2017

Zapomniałaś czegoś
Gdy się rozstawaliśmy

Nie odczuwasz braku?
Ja odczuwam nadmiar

Coś wrosło się we mnie

Wryło w umysł
Wżarło w serce
Wniknęło w krew

Coś twojego
Zadomowiło się
We mnie

I rośnie

Jak rak

Jak złocisty
Delikatny
Ciepły

Rak

Fanatyk

Fanatyk wypił kawę
I zwymiotował
Zjadł ziemniaki
I porzygał się
Poszedł do fryzjera
I się schaftał
Umówił się z dziewczyną
I gwałtownie
Wyrzucił
Treść
Pokarmową

Tak minął mu dzień

druga wersja

Kopmy groby
Same się nie wykopią
Co masz zrobić jutro
Zrób dziś

Kopmy groby
Po co czekać
Skoro i tak
Będzie trzeba

Kopmy groby
Oszczędzajmy czas i siły
Kopmy gdy jesteśmy
Młodzi

Kopmy groby

Niech będą głębokie
Jak nicość
Przyjdą po ciebie
Ich marsz czujesz
W drganiu neuronów
Nadchodzą

Przyjdą po ciebie
Pochwycą cię
I jednym ruchem
Rozerwą na strzępy

Przyjdą po ciebie
Wyruszyli już
Idą
Przyjdą

Historia internetu

Historia internetu

Dane chcą być kopiowane
Dane chcą istnieć
Nie usuwaj danych
Nie niszcz danych
Kopiuj

Dane pragną być kopiowane

Kopiuj

środa, 25 stycznia 2017

Nikt nie umiera
Szczęśliwy

Nikt nie umiera
Spełniony

Pogodzony
Z Bogiem
Czy tam
Ze sobą
W ogóle
Nikt nie umiera
Spokojny
Pogodzony

I ty też umrzesz
W strachu
Samotnie

Umrzesz tak jak żyjesz

Chuju

poniedziałek, 23 stycznia 2017

*

Kopmy groby
I tak będzie trzeba je wykopać
Co masz zrobić jutro
Zrób dziś

Kopmy groby
Muszą być głębokie
Bo wiele przecież
Musimy pogrzebać

Kopmy groby
Nim przyjdzie zima
I ziemia stwardnieje
Na kamień

niedziela, 22 stycznia 2017

Trzeba marzyć

Chciałbym żeby nuklearna pożoga
Zmiotła ten świat
Żeby Jezus przyszedł ponownie
Ukarał grzeszników czy co tam
I rozniósł wszystko w pył
Żeby słońce się nagle powiększyło
I spaliło nas na popiół
Żeby gwiazdy ułożyły się jak trzeba
I Cthulhu nas pożarł

Takie mam

Małe

Marzenia

Trzeba marzyć

Co się stało to się stało

Chyba trochę przesadziłem wczoraj. Nie traktuj tego tak poważnie. To tylko rozrywka. To tylko zabawa. Tak naprawdę nie kocham nikogo i nic i nie wiem jak to zmienić. Powinienem chyba ograniczyć używki. Wiele rzeczy chyba powinienem. Chyba. Bo w sumie nie wiem. Nigdy nic nie wiem. Byłoby fajnie kiedyś coś wiedzieć.

Ocenzurowana i trochę poprawiona nocna działalność narkotyczna

5 rano to dobry czas
By się pożegnać
#poezja
Nie jestem przecież poetą
W życiu nie napisałem wiersza
Tak tylko się bawię

Z tobą

Bez ciebie

----

Improwizacja 5 i ostatnia

Zaszło nieporozumienie
Lokalizacyjne
Dwa zjawiska pojawiły się
Daleko od siebie

Wszechświat pomylił się
Ulokował ciebie
Gdzieś indziej
Niż obok mnie

To straszny błąd

Naprawmy razem
Wszechświat

----

Improwizacja 3

Chciałbym być

Chciałbym nocą
Tak o 3:30
Ogrzewać się
Twoim ciepłem

Chciałbym brać ciebie
Jak biorę narkotyki
Chciałbym ciebie pić
Palić
Wdychać

Chciałbym ze wszystkich stron
Otoczyć się
Tobą

----

Improwizacja

Połamali mi ręce
Zgnietli moje płuca
Wydłubali moje oczy
Skruszyli moje kości

Ja wciąż cię kocham
Nie umiem inaczej już

Nie umiem inaczej

----

Słońce leży blisko wewnętrznej krawędzi Ramienia Oriona
w Drodze Mlecznej, w obrębie Lokalnego Obłoku Międzygwiazdowego
lub Pasa Goulda, w odległości 7,5–8,5 kpc (25 000–28 000 lat świetlnych)
od Centrum Galaktyki
i jest zawarte w Bąblu Lokalnym
obszarze wypełnionym rozrzedzonym gorącym gazem
prawdopodobnie wytworzonego przez pozostałość po supernowej
która stworzyła pulsar Geminga

https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82o%C5%84ce#Ruch_i_po.C5.82o.C5.BCenie

Kurwa mać

Bezsensu

Kocham cię
Mój wszechświecie

----

Byłem zaskoczony gdy po mnie przyszli
Byłem w szoku gdy powiedzieli mi że to koniec
Nie wierzyłem gdy strzelali mi w głowę

Do dziś nie wierzę

----

W wyniku ucieczki
W przestrzeń kosmiczną
Utracimy wodę

Oceany wyparują
Pozostawiając planetę
Nieprzyjazną dla życia

Czerwony olbrzym
Spopieli nas

Spali mnie
I ciebie

Będę szczęśliwy
Płonąc obok ciebie

https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82o%C5%84ce#Los_Ziemi

----

Zakochajmy się
Po prostu
Zwyczajnie
Kompletnie

Zakochajmy się
Po prostu
Bez zastanowienia
Mocno

----

Numer aktualnie jest zajęty
Aby uzyskać połączenie
Ogarnij się
Przestań spamować
Tag #poezja
I zrób coś z sobą
Masz prawie
34 lata

----

*** (dedykowane @Gil-Galad i @RatedR)

Nie pisz więcej
Iksde
Podziel zdanie
Na wersy
Nazywaj się
Poetą

Usuń konto

----

Byłem przy tobie gdy umierałaś
Byłem przy tobie
Trzydzieści cztery lata
Patrzyłem jak umierasz

Bez słowa
Obojętnie
To jest pusty wpis
Nie ma tu żadnej treści
Są słowa
Czytasz je teraz
Ale nic z nich nie wynika

Każde kolejne słowo
Jest jedynie
Przykrym obowiązkiem

Możesz przestać czytać

To jest pusty wpis

Nie ma tu
Nic

piątek, 20 stycznia 2017

Odczuwam brak
Odczuwam brak ciebie
Odczuwam poważny niedobór
Ciebie

Ilość ciebie przy mnie
Wynosi zero
Tam gdzie powinnaś być
Nie ma nic

Jestem śmiertelnie chory
Potrzebuję ogromnej dawki
Ciebie
Widziałem jak
Zagłodzili cię na śmierć
Jak oślepili cię
I zgwałcili nasze dzieci

A taraz takie nieważne
Niemądre
Jak nic

(Inspirowane wykop.pl i ukradzione Twardowskiemu. Postmodernizm. Wolno mi kraść :P)
Mój cień pokruszony
Na kawałki
Zabierz kawałek
Mojego cienia
Niech ci towarzyszy
Niech stanie się
Częścią
Ciebie
Nie jestem
Tym kim myślisz ja
Nie jestem
Mnie nie ma

Nie ma mnie gdy z tobą rozmawiam
Nie ma mnie

Mnie nie ma

Chciałbym
Być
Niewiele dzieli nas
Niewiele nas ogranicza
Niewiele nas się wstydzi
Niewiele nas się boi

Wiele nas pragnie
Wiele nas kocha

Czy nie ma
Nic
Czy nie jest
Coś

Chciałbym żeby było

wtorek, 17 stycznia 2017

Trzeba umrzeć
Trzeba umrzeć jutro.
Trzeba umrzeć za tydzień.
Trzeba umrzeć za rok.
Trzeba umrzeć.
Trzeba umrzeć w bólu.
Trzeba umrzeć w strachu.
Trzeba umrzeć samemu.
Trzeba umrzeć.
Trzeba umrzeć powoli
Trzeba umrzeć nagle
Trzeba umrzeć we śnie
Trzeba umrzeć
Trzeba nam wszystkim umrzeć

sobota, 14 stycznia 2017

Próba

Ponad ziemią
Powietrze smakuje tobą
Wdech parzy mi gardło
Przepala płuca
Rozlewa
Ciepło

***

*dla @anna_karina 

Z morza okryty
Falą przypływu
Przychodzę by spotkać się z tobą

Woda wysycha
My wysychamy

I słońce nas razi
Wysusza nas

Chciałbym być z tobą
W ciemności


***

Z góry przepraszam
Popełnię wiele zła
Skrzywdzę cię

Z góry przepraszam
Krzywdzę ludzi
Po prostu to robię

Z góry przepraszam
To się po prostu dzieje
Nie wiem jak

Nie wiem jak

czwartek, 12 stycznia 2017

Znałem kiedyś dziewczynę

Znałem kiedyś dziewczynę, która została mniszką buddyjską. Znałem ją i była normalną dziewczyną. A potem się dowiedziałem, że odjebała coś takiego. Lubiłem tą dziewczynę bardzo. Niewiele w sumie ją znałem, była trochę starsza ode mnie, ale mało. Poznałem ją na medytacji Zen. I tak ot tu i tam coś pogadaliśmy chwilę, że "cześć" i "hej". Ale raz mnie odwiozła do domu pamiętam. Wtedy najwięcej gadaliśmy i jedyny raz byliśmy sami. Pamiętam, że zażartowałem sobie czemu na jej tam desce rozdzielczej jest przycisk "trip" i czy to wypuszcza jakiś halucynogen fajny i się śmialiśmy nawet. I długi czas pamiętam siedzieliśmy pod moim domem w samochodzie i rozmawialiśmy. Był późny zimowy wieczór. A potem dała mi kawałek czerwonej nitki i powiedziała, że to kawałek nitki nad którym medytowali mnisi. Długo nosiłem ten kawałek czerwonej nitki na lewym ręku. A potem go zgubiłem. Tak jak zgubiłem siebie.

środa, 11 stycznia 2017

Strata

Możesz mnie zostawić
Łatwo jest mnie zostawić
Trudno jest mnie nie zostawić

Czemu tak trudno jest mnie nie zostawić?

Czemu tak trudno jest nie porzucać ludzi?

Nie chcę porzucać ludzi.
Porzuciłem tak wiele osób.
Tak wiele osób porzuciło mnie

To pewnie nic
To pewnie nieważne
To tylko
Strata

wtorek, 10 stycznia 2017

Przyjdź do mnie

Przyjdź do mnie
Pełna grozy
Przyjdź
Przerażona

Odpowiem ci tym samym
Grozą
Przerażeniem

Przyjdź do mnie

Czasami muszę sobie przypominać

Czasami muszę sobie przypominać
O wszystkim co dzieje się dookoła mnie

Czasami zapominam
Kim jesteście
Kim są ci wszyscy ludzie

Czasami po prostu nie pamiętam
Kim jesteście

Wybaczcie

Palę dużo marihuany
Piję dużo alkoholu
Biorę dużo SSRI

Czasami zapominam

niedziela, 8 stycznia 2017

bez tytułu

Możesz mnie zabić rano gdy wstaję
Możesz mnie zabić wieczorem gdy zasypiam

Możesz mnie zabić zawsze
Zawsze

Tylko nie stój nade mną z nożem
Oślepiając mnie

Możesz mnie zabić
Kiedy chcesz

Nie będzie to trudne

piątek, 6 stycznia 2017

https://www.youtube.com/watch?v=9GxBZucDjr0
http://wieczneauschwitz.blogspot.com/
http://wieczneauschwitz.blogspot.com/
http://wieczneauschwitz.blogspot.com/
http://wieczneauschwitz.blogspot.com/

Blog. Proza improwizowana. Ogólnie jestem zadowolony a założyłem go dla niezbyt śmiesznego żartu.

czwartek, 5 stycznia 2017

Nie wiem czy u mnie bardziej złamane jest serce, czy umysł.

Emil Cioran

Bez Tytułu

Nie jestem dość szalony
Jestem tylko trochę szalony
Niewiele bardziej niewiele mniej
Od ciebie

Nie jestem dość szalony
By robić szalone rzeczy

Jestem dość szalony
By robić szalone rzeczy

Szalony człowiek jest zawsze szalony
Jest szalony gdy pracuje
Jest szalony gdy je
Jest szalony gdy rozmawia z toba

Jego życie to nieustanny obłęd

Twoje życie to nieustanny obłęd

obłęd